na początku września wybrałam się do Poznania, intensywna podróż, nie było nawet chwili czasu bym zobaczyła Jeżyce i ulicę Roosvelta, a kiedyś tam dziecięciem będąc ;) obiecałam sobie, że jak będę w Poznaniu, to odwiedzę te miejsca poznane dzięki książkom Musierowicz. A tu nic ;) nie dało się, ale na pewno kiedyś się uda :) W każdym bądź razie dane mi było uczestniczyć w wielkim dniu Sylwii i Piotra. Sylwia zaskoczyła i zauroczyła suknią - przepiękny, bardzo oryginalny i nowoczesny model. Popatrzcie zresztą sami.
na jednym z wesel, tuż za parą młodą znalazłam to oto stworzonko. Psychodeliczne lekko ale w tym jego urok. Przypomniało mi o moim pomyśle na pewną sesję - tak więc jeśli ktoś ma na zbyciu wyleniałe stworzonka to chętnie przyjmę. Serio. ;)
piękny ślub i niesamowite (jak doszły mnie słuchy aż 12 godzinne!!) weselicho, mam nadzieję że choć odrobinę magii tamtego dnia udało mi się zatrzymać na zdjęciach. Wszystkiego dobrego A&R :)
mało brakowało a do tych zdjęć by nie doszło. Ponieważ zbyt długo błądziliśmy by znaleźć miejsce w którym mieliśmy robić zdjęcia, ponieważ wyglądało na to że z nieba ma zaraz lunąć deszcz i z tysiąca różnych innych powodów - w pewnej chwili Iza powiedziała - "ja mam już dość, nie chcę żadnych zdjęć" ;) Mam nadzieję, że po zobaczeniu efektu ucieszyła się z tego że sesja się jednak odbyła. a na koniec taki mały fotograficzny żart, czy z czymś się Wam to zdjęcie kojarzy? ;)