totalnie zakochałam się w stylizacji Ani, dzisiaj tylko zapowiedź, więcej materiału pokażę gdy wrócę ze zlecenia z Mazur. Trzymajcie kciuki za pogodę (choć nie za mocno bo 36 stopni w cieniu to nie jest to co tygryski lubią najbardziej) :)
właśnie tyle przejechałam by sfotografować ten ślub, tuż po tym jak po pierwszej w nocy weszłam do swojego pokoju hotelowego - napisałam do Maćka esemesa - pierwsze zdanie brzmiało tak - "warto było jechać" :)) Warto dla ludzi, dla pięknego ślubu, dla peonii, dla fenomenalnej sukienki Oli, elegancji Bartka, dla przejażdżki karuzelą, dla Ani trzymającej wenflon ;) i lampę, dla pleneru (który pokaże innym razem). Warto było :)
Na urodziny Maćko zabrał mnie do innego świata, gdzie powietrze pachnie ciut inaczej, słońca jakby więcej i pizza wygląda skromniej niż w Polsce ;) Moje wspaniałe aparaty zostały w domu - tak dla bezpieczeństwa bo wyskoczyliśmy do Rzymu pomiędzy ślubami, a ja wyjazd dokumentowałam dla nas holgą. I jak to holga - tu nieostro, tam poruszenie - ale ogólnie pięknie oddała klimat.
czy Wy też tak jak ja, gdzies od 3 sekundy filmiku czujecie ze uśmiech już sie pojawił a chichot jak bąbelki od oranżady łaskocze Was od środka. Bo ja tak mam, za każdym razem jak oglądam ten filmik. Myślałam że koty sie specjalizują w wyciąganiu łapek i w tym że w oczach wtedy mają - czochraj, czochraj, mrrrr czochrasz, czemu nie czochrasz? czochraj, czochraj. A tu proszę, mistrz nad mistrze :)